tytuł notki
Americam Dream
Americam DreamPo dwóch tygodniach dzielenia wszystkiego na pół, wreszcie można odetchnąć z ulgą. Czekałam na tę chwilę zanim jeszcze rozpoczęła się ta nasza mała wojenka podjazdowa usłana białymi uśmiechami i formulkami grzecznościowymi. I teraz nagle - odzyskawszy swoją wolność - nie potrafię jej docenić.
W niedzielny wieczór - pamiętam to tak wyraźnie - świadomie skręciłam nie w tę ulicę, co trzeba, żeby wysłuchać jeszcze kilku piosenek w radiu i postać w przedświątecznych korkach. Moje dłonie na kierownicy niepostrzeżenie zacisnęły się w pięści. Coraz częściej się na tym łapię - zamiast wyrażać złość, gniotę ją w sobie różnymi sposobami, a ona zbija się wewnątrz mojego ciała w elektryczny kłębek, który co pewien czas wysyła sygnały do moich dłoni, brwi, zębów. A ja coraz bardziej nerwowo zaciskam, marszczę, zgrzytam, zamykając się w tym pokurczonym złością ciele, jakby miało mnie ono ochronić przed nieuniknionym wybuchem. Tyk-tyk-tyk.
Eksplozja chwilowo odroczona. Samotność odkurzona i wypolerowana na wysoki połysk. Powoli odzyskuję swój rytm i - tak jakby - zaczynam tęsknić za ożywczym podmuchem.
Hm. Może w przypadku deficytu odczuć, agresja jest jakimś wyjściem?
agrafia 2011-12-25 21:55:13
skomentuj (0)
Pożegnania
PożegnaniaNie chcę się więcej tak czuć.
I nie ma powodu, dla którego miałabym w tym uczuciu trwać.
Zdanie sobie z tego sprawy przyniosło mi ogromną ulgę.
:).
agrafia 2011-11-09 11:01:04
skomentuj (3)
Kto posprząta po imprezie?
Kto posprząta po imprezie?Jesień zawsze trwa za krótko, pedząc na oślep wprost w otwartą paszczę zimy. I przez ten jej pośpiech nigdy nie potrafiłam jej do końca oswoić. Ledwo udało mi się docenić całą gamę kolorystyczną rozkładającego się w liściach chlorofilu, ledwo nacieszyłam dłonie lśniącą gładkością kasztanów, a już cała ta feeria barw zamieniała się w szarą martwotę.
Tym razem jest trochę jakby w o l n i e j. A przynajmniej słoneczniej. Cieplej. Spokojniej. Spacery wydają się mniej nerwowe, mniej w nich paniki, prób dosłonecznienia pamięci, zamknięcia w organizmie jak największej ilości ciepła, które mogłoby promieniować potem w czasach tej nieuchronnie zbliżającej się szarej martwoty.
Suche liście chrupią pod stopami na cmentarzu osobowickim, który z okazji święta zmarłych zamienił się w wesoły, migoczący lampeczkami cyrk. W powietrzu, obok charakterystycznego jesiennego zapachu wilgoci i dymu, unosi się zapach popcornu i waty cukrowej. Nie leży tu nikt z moich bliskich, więc jestem jedyną osobą, która chodzi bez celu pośród krzątającego się kolorwego tłumu. Lampeczki, wata cukrowa, niebieskawy wieczór, radosny tłum, autobusy regularnie wypluwające ze swoich wnętrz nową porcję odwiedzających. Ciepła jesień na cyrkowym cmentarzu.
Ile to jeszcze potrwa zanim feeria barw zamieni się w szarą martwotę?
agrafia 2011-11-01 09:54:08
skomentuj (0)
Tangled
TangledJeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu. Gubimy się w uśmiechach, które drżą nam w kącikach warg. Zielono-niebieskie spojrzenia, które boją się krzyżować.
Gubię się tym bardziej, że przecież. I nie wiem. A może.
agrafia 2011-10-25 18:08:50
skomentuj (0)
Na pewno
Na pewnoPowracam do nawyku samotnego spacerowania w nadzei, że poczuję się realnie w swojej nierealności. Zamęczam nogi marszem a płuca ostrym, niemal zimowym już powietrzem i czekam aż powróci do mnie dawno utracone poczucie tożsamości. A będzie mnie ono kosztować niejedno pożegnanie.
Piątkowym popołudniem nawijam na palce pajęczyny porozpinane między tralkami balustrady Mostu Uniwersyteckiego. Słońce ostatkami sił wypala mi na czole znak zapytania: na pewno?
Na pewno.
Jest mi lżej.
agrafia 2011-10-16 19:27:18
skomentuj (2)
Odliczanie do nieskończoności
Odliczanie do nieskończonościTrochę za mało jem, trochę za dużo piję kawy, trochę za szybko żyję. Odkrywam na nowo zakazane przyjemności.
Miało być inaczej. Chociaż nie wykluczam, że miało być właśnie tak. Pokrętne drogi mojej logiki prowadzą często w jedno i to samo miejsce.
Staram się szczerzej rozmawiać z O., chociaż ta szczerość fizycznie mnie boli - zwłaszcza w rejonach skórek od paznokci, które zrywam do mięsa, jakby pieczenie nabłonka miało zagłuszyć wstyd palący mi policzki. I czy jest to szczerość? Przecież pławię się w szęściu w swoim nieszczęściu.
Miało być inaczej?
Jutro pozbieram z podłogi te notatki. Wytrę kurze.
Przypatrzę się sobie i postanowię, co dalej.
agrafia 2011-10-13 22:33:01
skomentuj (0)
Poniedziałki
PoniedziałkiMiałam tyle planów [wciąż je mam]. Obracam je w dłoni jak ciepłe kasztany, które z kompulsywnej potrzeby piękna zgarniam do kieszeni podczas bezcelowych spacerów.
Zwalają mi się na głowę niechciane maile i niepokój, jak gorzki syrop na kaszel, oblepia ścianki mojego żołądka. Nie chcę, by kończylo się szczęście, którego dopiero nieporadnie się uczę. W myślach wciąż odtwarzam tamto popołudnie na trawie, gdy pozwalałam słońcu wschodzić i zachodzić nieskończenie wiele razy za horyzont moich warg.
agrafia 2011-10-09 20:29:13
skomentuj (0)
Skrzyp
SkrzypWciąż zostawiam otwarte drzwi, bo boję się ciemności. Przez ledwo widoczną szczelinę wpada smuga bezpiecznego światła.
Ale coraz mniej we mnie strachu i jeśli się nie pospieszysz, któregoś dnia te drzwi się zamkną.
Skrzyp. Skrzyp. Skrzyp.
agrafia 2011-05-23 11:49:37
skomentuj (2)
.
.agrafia 2011-04-22 16:57:28
skomentuj (2)
O b(l)ogu
O b(l)oguW związku ze spóźnioną akcją pod kryptonimem "wychowamy jeszcze tego kota", kot nie bywa wpuszczany na noc do sypialni aka salonu. Do czasu, oczywiście, aż nie zbudzi wszystkich domowników potępieńczym zawodzeniem, drapaniem w drzwi i szuraniem dywanem. Wtedy bywa wpuszczany przy akompaniamencie soczystych wyzwisk, lokuje się spokojnie na plaźmie, która jest (była?) pretekstem całej akcji wychowawczej i zapada w błogi sen, czego niestety nie można powiedzieć o domownikach.
Ponieważ nie lubię marnować czasu podczas bezsennych nocy, zaczęłam przeglądać sobie pożyczony od koleżanki numer specjalny Wysokich Obcasów i natrafiłam na artykuł o blogach, a dokładniej o blogu matki-frustratki (fjakfrustratka.blox.pl) i jej koleżanek. Mniej niż sama treść bloga (podzielam opinię, że macierzyństwo nie jest li i jedynie sielanką) zdziwiło mnie stwierdzenie, że blog musi mieć jakąś myśl przewodnią -koncepcję, misję, trzeba znaleźć swój "klucz do bloga".
Czytam dalej, a tam o promocji: "Blog potrzebuje promocji. Pierwszą powierzchnią reklamową sa twoje prywatne maile. Do kogokolwiek piszesz, zamieszczasz na dole linka do bloga ... Po drugie, wysyłasz info o blogu na wszystkie strony związane z twoim tematem...", itp, itd, i w ten deseń. I tu pojawia się moja osobista wątpliwość: czy moje autosmęcenie o autobólach ma jakiś w ogóle sens skoro brak mu misji i koncepcji, nie jest prowadzone w imię czegoś ani przeciw czemuś innemu, ani - co gorsza - nie prowokuje 7 tysięcy kliknięć w jeden dzień? Faktycznie, w sieci coraz więcej jest blogów "o" albo "na temat", tymczasem wtedy, kiedy ja zakładałam to wiaderko na własne pomyje, panowała raczej "moda" na pisanie o sobie i swoim życiu, mało kto wykorzystywał ten kawałek przestrzeni do szerzenia świadomości społecznej.
Jakoś nie wyobrażam sobie zamieszczania linka do swojego bloga w mailach. "Cześć Kasia, tutaj wysyłam Ci rachunek za luty, a przy okazji poczytaj sobie trochę o moich zaburzeniach odżywiania i problemach miłosnych". Wie o nim kilka zaufanych osób, kilka dowiedziało się przypadkiem, inne znają bloga, ale nie znają mnie i jest mi z tym zupełnie dobrze. Mój blog pozbawiony jest misji. O nic nie walczy. Istnieje w sieci i zbiera brudy, których muszę się czasem pozbyć.
Takie blogi też sa potrzebne. Chociaż pewnie bardziej ich autorom niż czytelnikom.
agrafia 2011-03-25 12:52:45
skomentuj (4)


